Srebro Peruna

Perunie, Perunie uderz w błękit nieba obudź strach u wrogów.

większe okno

Początki

Nieformalnych początków grupy można dopatrywać się w 1997 r. kiedy to Liber z Przemysławem wybrali się na Festiwal Wikingów na Wolinie. Jak się okazało na tym festiwalu byli również i inni, którzy obecnie tworzą "Srebro Peruna". Gdzieś tam w tłumie przewinęli się Kurgan i Jarosław, a z "Tyrfingiem" (obecnie "Wilcze Kły") przesiadywał Myślibor (zapamiętany jako stuprocentowy Słowianin ( z wolinskim Swiętowitem na szyi), którego potem życie zmusiło do noszenia normańskich strojów - he, he). Jednak bogowie nie pozwolili im się jeszcze spotkać.

Większość z wyżej wspomnianych już dawniej zaczęła swoją przygodę z wczesnym średniowieczem. Festiwal w 1997 r był drugim festiwalem Przemka na Wolinie, Jarosław wraz z Wilczanem ("Wilcze Kły"), w 1995 roku, na festynie archeologicznym w Biskupinie, bronili grodu przed Scytami. W kolejnych latach, Jarosław i Kurgan, wraz z innymi (Sirkis, Wilczan, Mitza, Lapus, Mścisław, Grom, Bartek, Aothar, Myślibor, Boromir, Tymon, Hellfrost) byli pionierami odtwórstwa wczesnośredniowiecznego, corocznie brali udział w tym kultowym już festiwalu. Piec chlebowy Jarosława był wówczas ulubionym miejscem spotkań wojowników, gdzie podpłomyki suto zapijano miodem. Z kolei Myślibor, od roku 1996, również zadawał się z "Tyrfingiem" - zaliczyli wspólnie imprezy w Poznaniu, Bytowie i Gniewie. W 1997 roku pojawił się Pan Walczak, wtedy występujący w dość oryginalnym stroju, dziś tworzący jeden z filarów grupy. Pana Walczaka spotkali zarówno Liber z Przemkiem, jak i Myślibor (Myślibór poznał go pod nieistniejącym już sklepem monopolowym "Światowid", koło baru "Nikita"). Walczak dowiedział się o festiwalu z ulotki, którą zamierzał spalić w kominku - dobrze, że ją przeczytał zanim strawił ją ogień. Liber i Przemek uradowali się na wieść o tym, że Walczak, tak jak oni, jest ze Szczecina. Pewnie całej trójce zaświtała w głowie myśl o założeniu szczecińskiej drużyny. Póki co odłożono tę sprawę na później - trwał przecież festiwal!

Liber i Przemek byli bardzo dobrze przygotowani na festiwal w 1997 roku, a wszystko to dzięki właśnie Przemkowi, który rok wcześnie uważnie obserwował obecne tam grupy, głównie angielskich Jomsvikingów. Kiedy więc obaj zdecydowali o nieformalnym wzięciu udziału w Wolinie'97, mieli czas na odpowiednie przygotowanie strojów. Jako że żaden z nich do tej pory nie miał za wiele wspólnego z odtwórstwem historycznym, ani nie ciążył im żaden staż w bractwie rycerskim, pracę swoją zaczęli od zwiedzenia bibliotek w poszukiwaniu materiałów źródłowych, a następnie większość "rekwizytów" została wykonana w zaciszu domowych warsztatów. Oczywiście ich pierwsze stroje i buty wywołują teraz, po latach, uśmieszek politowania, lecz jakimś cudem udało im się przeskoczyć etap baranków na glanach lub pasków wojskowych, które to wciąż jeszcze pokutują wśród początkujących grup, zwłaszcza w kręgach feudalnych. I praca włożona w stroje zaprocentowała. Bez większych przeszkód, po krótkiej rozmowie z Anglikami, którzy to w tamtych czasach trzymali w swych rękach organizację festiwalu, zaproszono ich, jako pierwszych ludzi z Polski, do wzięcia oficjalnego udziału w inscenizacjach historycznych. Nie trzeba chyba wspominać jakie wrażenie zrobiło na debiutantach przebywanie wśród ludzi, którzy bawili się w to znacznie dłużej. Profesjonalizm i jakość uzbrojenia grup Jomsborgelag i Wallhalla z Anglii, Ulfhednir z Danii, Rodnik z Rosji oraz ludzi z Niemiec, zrodziło w nich chęć utworzenia własnej, polskiej drużyny, a nawiązane kontakty miały im w tym pomóc. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o spotkanych ludziach z Polski, między innymi o drużynie "Tyrfing", która wraz z ekipą z różnych części kraju, zaprezentowała się w pokazie walk, niejako "poza oficjalną imprezą".

Po festiwalu zaczęły się, nie do końca udane, próby sformalizowania grupy. Przez pewien czas Przemek, Liber i Walczak obserwowali powstawanie bractwa rycerskiego w Szczecinie i nawet podjęli próbę współpracy z nimi. To jednak uzmysłowiło im jak duże są różnice pomiędzy dwoma światami: katolickim ruchem rycerskim, a bliższym ich sercom światem wczesnośredniowiecznych bogów legend i wojowników. Stykając się z rycerzami zawsze wskazywali właściwą drogę ludziom, którzy poszukiwali klimatu w niewłaściwym miejscu.

Następnego lata (1998) już we trójkę pojechali na Wolin, i tym razem mając oficjalne zaproszenie. Znajomi z poprzedniego roku przywitali ich serdecznie - tym serdeczniej, że pogoda była bardzo deszczowa, więc sprzyjała umacnianiu przyjaźni z towarzyszeniem dziesiątków litrów piwa, które było w tych pięknych czasach "for vikings free".

Wolin 1999Wolin 1999Wolin 1999Wolin 1999Wolin 1999Wolin 1999Wolin 1999Wolin 1999

W 1999 roku dołączyli do nich Aniur, Młody i Buła. Jadąc z nimi do Wolina, na imprezę poprzedzającą około dwutygodniowy festiwal, spotkali inne polskie grupy, które się szykowały do swych pierwszych oficjalnych występów w tym miejscu. Widzieli jak pierwsze kroki stawia Stanisław Wdowczyk, który później ogłosił się Jarlem Einarem. Spotkali też grupę "Jantar" i "Tyrfinga" występującego już pod mianem "Wilczych Kłów". Potem był wspomniany festiwal gdzie poznali się bliżej z ludźmi z którymi mieli w przyszłości założyć "Jomsborg". Pierwszym wyjazdem, gdzie padła propozycja utworzenia drużyny był festiwal w Torgelow w Niemczech.

Takie były początki, które jawią się teraz jako zamierzchła przeszłość.

Od 1999r. do 7 grudnia 2002 roku Liber, Przemek, Walczak, Kurgan, Jarosław, Aniur, Myslibor, Buła, byli dumnymi członkami Jomsborg Viking Hird. Współtworzyli tę drużynę, nadawali jej kształt i charakter. Pod sztandarem einarowskiej drużyny odbyli wiele wypraw po Polsce i Europie, powiększając jego sławę. Po czym ich drogi i Einara rozeszły się definitywnie. Do renegatów Jomsborga przystali Olaf , Ragnar oraz Tymon. Druzyna rozrasta sie , ostatnio grupę zasiliła tzw "mloda krew".

Wspomnienia, na podstawie tekstów i uwag Libera, Jarosława, Przemka i Myślibora opracował Olaf

© "Srebro Peruna". Wszystkie prawa zastrzeżone